Wyrównywanie szans

Dział programu Razem nazywa się „Szkoła równych szans", ale polska szkoła równych szans dziś nie daje. O ścieżce dziecka coraz częściej rozstrzyga to, gdzie mieszka i ile zarabiają jego rodzice: na wsi znika najbliższa szkoła, w mieście rodziny dopłacają do korepetycji i zajęć dodatkowych, a dziecko z uboższego domu zostaje z tym, co oferuje sam budżet publiczny. Razem chce ten mechanizm odwrócić — tak sfinansować edukację, żeby wyrównywała różnice, zamiast je utrwalać.

Poniżej rozkładamy trzy warstwy tej nierówności — terytorialną, ekonomiczną i tę, która rozgrywa się po lekcjach — z liczbami i odnośnikami do źródeł.

Dlaczego mała szkoła na wsi znika?

Sieć szkół kurczy się najszybciej tam, gdzie i tak jest najrzadsza. Tylko w 2025 roku zlikwidowano 148 szkół podstawowych, z czego 146 na wsi, a większość z nich liczyła do siedemdziesięciu uczniów. Mechanizm jest finansowy: subwencja oświatowa liczona głównie od liczby uczniów sprawia, że mała, wiejska szkoła wychodzi „za droga" w przeliczeniu na dziecko, więc gmina pod presją budżetu ją zamyka. Skutek ponosi konkretne dziecko — dłuższy dowóz, wcześniejsze wstawanie i szkoła, która przestaje być punktem życia lokalnej społeczności.

Nierówność terytorialna zaczyna się zresztą dużo wcześniej, bo już przy przedszkolu współczynnik dostępu wynosi 115 na 100 dzieci w mieście wobec 74 na wsi, a potem ciągnie się przez całą ścieżkę edukacyjną. Jak wygląda mechanizm zamykania małych szkół i co Razem chce zmienić w sposobie ich finansowania, rozkładamy w tekście Zamknięta szkoła na końcu wsi.

Ile kosztują korepetycje i kogo na nie stać?

Druga warstwa nierówności jest wprost ekonomiczna. Korepetycje przestały być ratunkiem dla słabszych uczniów, a stały się przewagą tych, których rodziców na nie stać — według CBOS już około jednej trzeciej rodzin dopłaca do płatnych lekcji, a korzystanie z nich rośnie razem z wykształceniem i zamożnością rodziców. To reprodukcja nierówności w czystej postaci: dziecko, które i tak ma w domu więcej wsparcia, dostaje jeszcze płatną korepetycję, a dziecko z uboższej rodziny zostaje z tym samym startem, z którym przyszło. Jak duży jest ten rynek i dlaczego pogłębia podziały, pokazujemy w tekście Korepetycje to ukryty podatek od nierówności.

Razem nie sięga tu po zakaz korepetycji, lecz po publiczną alternatywę — bezpłatne zajęcia wyrównawcze finansowane ze środków kierowanych do samorządów, tak by wyrównanie szans nie zależało od tego, czy rodzinę stać na dodatkową godzinę matematyki.

Co robi dziecko po ostatniej lekcji?

Trzecia warstwa rozgrywa się po dzwonku. Świetlice, teoretycznie obowiązkowe, bywają przepełnione — Najwyższa Izba Kontroli zwracała uwagę, że korzysta z nich ponad 876 tysięcy dzieci, a limit 25 uczniów na opiekuna jest regularnie przekraczany. Koła zainteresowań i zajęcia dodatkowe są zaś w dużej części płatne, więc rozwój talentów znów zależy od zasobności domu, a nie od zdolności dziecka. Jak Razem chce otworzyć szkołę po lekcjach dla wszystkich, opisujemy w tekście Szkoła otwarta po dzwonku.

Co proponuje Razem

Przeniesiemy obowiązek wypłaty wynagrodzeń nauczycieli na budżet państwa. Skierujemy do samorządów środki na bezpłatne zajęcia pozalekcyjne, żeby powstrzymać rosnące nierówności i zapewnić dzieciom rozwój ich talentów, niezależnie od zamożności ich rodziców.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl

Nierówność, która zaczyna się w szkole, ciągnie się dalej — aż po studia, gdzie znów decydują pieniądze i miejsce zamieszkania. Jak wygląda na poziomie uczelni, opisuje serwis o nauce w tekście o uczelniach regionalnych i podziale na Polskę A i B. Sama dostępność szkoły zależy zaś od transportu — o odbudowie zlikwidowanych połączeń pisze serwis o transporcie: Odbudowa PKS.

Źródła i dalsza lektura