Uczeń na praktyce pracuje za grosze. Razem chce wyższych stawek dla młodocianych

Uczeń szkoły branżowej, który uczy się zawodu u pracodawcy, jest w świetle prawa pracownikiem młodocianym, a jego wynagrodzenie to ułamek przeciętnej pensji — od 1 czerwca 2026 roku najwyżej 956,29 zł w ostatnim roku nauki. Razem chce podnieść minimalne stawki uczniów zawodówek, zagwarantować wynagrodzenie wszystkim praktykantom i uporządkować zasady współpracy szkół z pracodawcami.

Młodzi uczestnicy szkolenia przygotowującego do zawodu przy pracy z maszynami — praktyczna nauka zawodu w warsztacie.

Uczeń szkoły branżowej, który trzy dni w tygodniu stoi przy maszynie albo w zakładzie fryzjerskim, wykonuje realną pracę i przynosi zakładowi realną wartość. W świetle prawa jest pracownikiem młodocianym zatrudnionym na umowę o pracę — tyle że jego pensji nie ustala się jak każdej innej, lecz jako niewielki procent przeciętnego wynagrodzenia w kraju. W praktyce oznacza to kilkaset złotych miesięcznie, także wtedy, gdy uczeń pracuje solidnie i samodzielnie. Razem chce podnieść to minimum, objąć wynagrodzeniem wszystkich praktykantów i uregulować współpracę szkół z pracodawcami.

Ile zarabia uczeń na praktycznej nauce zawodu?

Kształcenie w szkole branżowej I stopnia opiera się w dużej części na praktycznej nauce zawodu odbywanej u pracodawcy — u rzemieślnika, w warsztacie, w firmie usługowej. Uczeń, który tam trafia, podpisuje umowę o pracę w celu przygotowania zawodowego i staje się pracownikiem młodocianym. Od tego momentu obowiązuje go osobny reżim płacowy, opisany w rozporządzeniu Rady Ministrów z 28 maja 1996 roku w sprawie przygotowania zawodowego młodocianych i ich wynagradzania (tekst jednolity: Dz.U. 2018 poz. 2010).

Wysokość wynagrodzenia nie jest kwotą sztywną. Ustala się ją jako ułamek przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej z poprzedniego kwartału: nie mniej niż 8 proc. w pierwszym roku nauki, 9 proc. w drugim i 10 proc. w trzecim. Osoba przyuczana do wykonywania określonej pracy dostaje co najmniej 7 proc. Ponieważ podstawa zmienia się co trzy miesiące, zmieniają się i kwoty. W okresie od 1 czerwca do 31 sierpnia 2026 roku, liczonym od przeciętnego wynagrodzenia za pierwszy kwartał 2026 roku — 9562,88 zł ogłoszonego przez Prezesa GUSminimalne stawki wynoszą 765,03 zł w pierwszym roku, 860,66 zł w drugim i 956,29 zł w trzecim, a przy przyuczeniu 669,40 zł.

Skąd te kwoty. Podstawą naliczenia jest przeciętne wynagrodzenie z poprzedniego kwartału, dlatego minimalne stawki młodocianych zmieniają się cztery razy w roku. Dla porównania kotwicy sieciowej: przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej za cały 2025 rok wyniosło 8903,56 zł. Podane wyżej kwoty to minimum ustawowe — pracodawca może zapłacić więcej, ale rzadko musi.

Skala jest tu najważniejsza. Nawet w ostatnim roku nauki, u szczytu tej tabeli, uczeń dostaje jedną dziesiątą przeciętnej pensji za pracę, która często niczym nie różni się od pracy dorosłego kolegi z zakładu. W pierwszym roku wynagrodzenie zamyka się w granicach ośmiu procent tego, co przeciętnie zarabia się w gospodarce. Dla nastolatka, który dokłada się do domowego budżetu albo pokrywa koszty dojazdu i narzędzi, różnica między ośmioma a, dajmy na to, kilkunastoma procentami przeciętnej to różnica między symbolicznym kieszonkowym a pieniędzmi, które realnie coś znaczą.

Jak chronieni są młodociani pracownicy?

Na papierze młodociani mają rozbudowaną ochronę. Osobny dział IX Kodeksu pracy oraz porady Państwowej Inspekcji Pracy o zatrudnianiu pracowników młodocianych regulują skrócony czas pracy, wykaz prac wzbronionych, obowiązkowe badania lekarskie, prawo do urlopu i obowiązek dokształcania. Nastolatek nie może być zatrudniony na dowolnych warunkach — przepisy mają pilnować, żeby praca nie kolidowała z nauką i nie szkodziła zdrowiu.

Między literą prawa a codziennością zakładu bywa jednak spora odległość. Praktyczna nauka zawodu ma z definicji służyć nauce: uczeń jest w firmie po to, żeby opanować fach pod okiem instruktora. W praktyce niski próg płacowy sprawia, że dla części pracodawców młodociany bywa przede wszystkim tanią parą rąk — do zamiatania, wożenia towaru, prostych czynności, które z nauką zawodu mają niewiele wspólnego. Im tańsza jest ta praca ustawowo, tym mniejszy opór przed traktowaniem jej jak zwykłej obsługi. Ustawowe minimum liczone w setkach złotych nie tylko zaniża dochód ucznia; obniża też koszt jego wykorzystania w roli, do której szkoła zawodowa nie powinna nikogo przygotowywać.

Dotyczy to zresztą wiedzy, którą sami uczniowie mają o swoich prawach. Nastolatek rzadko wie, ile dokładnie powinien dostać, jaki urlop mu przysługuje i gdzie zgłosić nadużycie — o tym, dlaczego takich rzeczy trzeba uczyć w szkole, piszemy w tekście o prawach pracowniczych w programie nauczania. Bez tej wiedzy przepis chroniący młodocianego pozostaje martwy, bo nikt się na niego nie powołuje.

Dlaczego niskie stawki uderzają akurat w zawodówki?

Szkoła branżowa nie jest wyborem losowym. Częściej trafiają do niej uczniowie z rodzin gorzej sytuowanych, dla których kilkaset złotych z praktyki to nie kieszonkowe, lecz realna pozycja w domowym budżecie. Symboliczna stawka uderza więc dokładnie w tych, dla których praca zarobkowa w trakcie nauki jest koniecznością, a nie dodatkiem. Zawód wybierany przez młodzież z mniej zamożnych domów opłaca się w tym układzie najniżej.

Płaca jest przy tym sygnałem statusu. Dopóki uczeń technikum czy branżówki dostaje za swoją pracę ułamek tego, co dorosły, dopóty kształcenie zawodowe pozostaje w powszechnym odbiorze ścieżką gorszą, wybieraną „w ostateczności". Razem stawia sprawę odwrotnie: szkoły branżowe i technika mają być traktowane równie poważnie co licea, a godziwe wynagrodzenie dla uczących się zawodu jest częścią tego równego traktowania. Cały kierunek — od kosztów nauki przeniesionych z ucznia na szkołę po nowoczesny sprzęt i kadrę — opisuje dział Kształcenie zawodowe.

Za tą logiką stoi ta sama zasada, którą Razem stosuje wobec nauczycielskich pensji, gdy domaga się powiązania płac ze średnią krajową: praca w usługach publicznych i praca ucznia uczącego się zawodu mają być wynagradzane godnie, a nie na najniższym progu, jaki przepis dopuszcza. Ten sam mechanizm — umowa okrojona z części praw i płaca zbita do minimum — czeka wielu młodych zaraz po szkole, o czym pisze serwis o rynku pracy w tekście Koniec z plagą śmieciówek.

Co proponuje Razem

Podwyższymy minimalne wynagrodzenie dla uczniów w szkołach zawodowych i branżowych.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl

Postulaty trzymają się jednej myśli: uczeń przy pracy jest jednocześnie uczniem i pracownikiem, i z obu tych tytułów należy mu się coś więcej niż symboliczna wypłata. Godne wynagrodzenie dla uczących się zawodu jest praktycznym sprawdzianem tego, czy szkoła branżowa naprawdę jest traktowana na równi z liceum, czy tylko się o tym mówi.

Źródła i dalsza lektura