Nękanie w szkole rzadko wygląda jak scena z filmu. Najczęściej są to powtarzane żarty, plotki i wykluczanie z grupy — drobne z pozoru, ale codzienne i wymierzone w jedną osobę. Kiedy ta sama przemoc przenosi się na telefon, przestaje się kończyć wraz z dzwonkiem. A to, czy ktoś w porę zareaguje, wciąż zależy w polskiej szkole głównie od wrażliwości pojedynczego dorosłego.
Jak powszechna jest przemoc rówieśnicza w polskiej szkole?
Skala jest szeroka, choć łatwo ją przeoczyć, bo większość incydentów nie zostawia siniaków. Z danych zebranych przez UNICEF wynika, że 48 proc. uczniów w wieku 13–15 lat w Polsce deklarowało, że przynajmniej raz w ciągu ostatnich kilku miesięcy doświadczyło przemocy rówieśniczej — niemal połowa nastolatków w tym wieku.
Świeższy i dokładniejszy obraz daje badanie „Obraz bullyingu w szkołach ponadpodstawowych", przeprowadzone w 2025 roku przez Uniwersytet SWPS wspólnie z zespołem RESQL i Fundacją UNIQA na próbie 18 590 uczniów z 96 szkół. Bullying oznacza coś więcej niż pojedynczą kłótnię: systematyczne, powtarzane dręczenie osoby, która ma trudność, by się obronić. Regularnie, przynajmniej raz w tygodniu, doświadcza go około 4 proc. uczniów — w przeliczeniu na realne osoby daje to średnio jedno dziecko w każdej klasie i około siedmiorga w każdej szkole, dręczonych niemal codziennie. Najczęstsze formy mają charakter psychiczny: sprawiające przykrość żarty, rozpowszechnianie plotek i wykluczanie z grupy.
Co się dzieje, gdy klasa przenosi się do sieci?
Konflikt rówieśniczy dawno przestał kończyć się przy szkolnej bramie. Grupy na komunikatorach, komentarze pod zdjęciami i konta w mediach społecznościowych sprawiają, że dziecko dręczone w szkole zabiera prześladowców do domu w kieszeni. Z badania NASK „Nastolatki 3.0" wynika, że niemal 40 proc. młodzieży doświadczyło wyzywania w sieci, a co czwarty nastolatek był online ośmieszany lub poniżany.
Cyberprzemoc różni się od tej offline dwiema cechami, które ją zaostrzają. Nie ma godzin urzędowania — trwa wieczorem, w nocy, w weekend. I zostawia trwały ślad: obraźliwy komentarz albo upokarzające zdjęcie da się skopiować, rozesłać dalej i odtwarzać jeszcze długo po tym, jak sprawa z pozoru ucichła. Dla nastolatka, którego całe życie towarzyskie toczy się częściowo w telefonie, nie ma miejsca, w którym mógłby odetchnąć.
Co ze szkolnymi procedurami reagowania?
Rzecz nie w tym, że dorośli nie chcą pomagać, lecz w tym, że pomoc zależy dziś od przypadku — od tego, czy trafi się nauczyciel, który zauważy, i dyrektor, który potraktuje sprawę poważnie zamiast zbyć ją jako „dziecięce swary". Bez jednolitych, obowiązujących w każdej szkole zasad ta sama sytuacja w jednej placówce uruchamia rozmowę z rodzicami i wsparcie specjalisty, a w drugiej — milczenie.
Skutek widać w tym, komu dzieci w ogóle mówią o przemocy. Według NASK aż 40 proc. młodych osób, które jej doświadczają, nie zgłasza tego nikomu, a nauczycielom lub szkolnym psychologom i pedagogom mówi o tym tylko co dwudziesty. Szkoła, która powinna być pierwszym miejscem interwencji, dowiaduje się o dręczeniu najrzadziej ze wszystkich. W rezultacie dręczone dziecko zostaje z problemem samo, a sprawca — bez konsekwencji, które kazałyby mu przestać.
Reagowaniu nie sprzyja też przeciążenie kadry. Trudno wymagać systematycznej pracy nad relacjami w grupie od nauczyciela w klasie liczącej ponad trzydzieścioro dzieci, dlatego bezpieczeństwo psychiczne uczniów łączy się z postulatem limitu liczebności klas do dwudziestu osób. Realne wsparcie wymaga też dostępnego na miejscu specjalisty — o tym, dlaczego jeden psycholog na całą szkołę to za mało, piszemy osobno.
Co proponuje Razem
Wprowadzimy obowiązkowe raportowanie i procedury zapobiegania oraz reagowania na przemoc rówieśniczą wobec uczniów w szkole oraz w przestrzeni cyfrowej.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl
- Obowiązkowe procedury zamiast dobrej woli — każda szkoła ma mieć jasny, jednolity tryb zapobiegania i reagowania na przemoc rówieśniczą, żeby los dziecka nie zależał od tego, na jakiego dorosłego akurat trafi.
- Objęcie przestrzeni cyfrowej — procedury mają obejmować także cyberprzemoc, bo dręczenie klasowe i to w sieci tworzą dziś jedno zjawisko, ciągnące się od szkolnego korytarza po ekran telefonu.
- Obowiązkowe raportowanie — systematyczne zgłaszanie incydentów, żeby skala problemu przestała być niewidzialna, a szkoły i kuratoria mogły reagować na podstawie danych, a nie wyczucia.
Do tego dochodzi profilaktyka po stronie dorosłych: w „Programie dla edukacji" Razem zapowiada obowiązkowe szkolenia antydyskryminacyjne i antyprzemocowe dla wszystkich zatrudnionych w szkołach, bo procedura działa tylko wtedy, gdy ktoś potrafi ją uruchomić. Bezpieczeństwo psychiczne dzieci w szkole jest przy tym częścią większej całości — publicznej opieki nad zdrowiem psychicznym, po którą nie trzeba stać w kolejce ani sięgać po własny portfel. Jak Razem chce ją zbudować, opisujemy w serwisie o zdrowiu, w tekście o zdrowiu psychicznym bez kolejki i bez karty kredytowej.
Źródła i dalsza lektura
- Deklaracja programowa Partii Razem (2025) — rozdz. „Szkoła równych szans", pkt 9
- Partia Razem — „Program dla edukacji" (2023), szkolenia antyprzemocowe
- UNICEF Polska — „Połowa nastolatków na świecie doświadcza przemocy rówieśniczej" (dane z raportu #ENDviolence in Schools, 48 proc. w Polsce)
- Uniwersytet SWPS / RESQL / Fundacja UNIQA — raport „Obraz bullyingu w szkołach ponadpodstawowych" (2025, 18 590 uczniów)
- NASK — „Przemoc, której nie widać" (dane z badania „Nastolatki 3.0" o cyberprzemocy i zgłaszalności)
