Ustawa z 2019 roku obiecała każdemu uczniowi opiekę pielęgniarki i dostęp do stomatologa. W praktyce jedna pielęgniarka dzieli się między kilka placówek i bywa w konkretnej szkole ledwie parę godzin w tygodniu, a gabinet dentystyczny działa w mniej niż co dziesiątej szkole. Profilaktyka tuż obok dziecka to najtańsze, co państwo może zrobić dla jego zdrowia — i właśnie na niej Polska oszczędza najchętniej, żeby potem dopłacać do leczenia.
Czy w polskiej szkole jest pielęgniarka?
Formalnie prawo do opieki ma każdy uczeń. Ustawa z 12 kwietnia 2019 r. o opiece zdrowotnej nad uczniami (Dz.U. 2019 poz. 1078) nałożyła na samorząd obowiązek zapewnienia gabinetu profilaktyki, a opiekę pielęgniarską powierzyła pielęgniarce środowiska nauczania i wychowania albo higienistce szkolnej. Zapis brzmi solidnie, dopóki nie zestawi się go z tym, ile ta pielęgniarka realnie ma czasu dla jednego dziecka.
Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła to i nazwała rzecz po imieniu już w tytule raportu: „Pielęgniarki w szkołach potrzebne od zaraz". Kontrolerzy ustalili, że w ponad połowie szkół podstawowych w ogóle nie ma gabinetu pomocy przedlekarskiej, a na wsi brakuje go w blisko 70 proc. placówek. Tam, gdzie gabinet formalnie istniał, opieka i tak potrafiła być fikcją — w siedmiu z jedenastu skontrolowanych podmiotów leczniczych pielęgniarki bywały nieobecne nawet w wyznaczonych godzinach dyżuru.
Skąd te braki, skoro etaty są? Z arytmetyki, która każe jednej osobie ogarnąć zbyt wielu uczniów. Według norm Narodowego Funduszu Zdrowia na jedną pielęgniarkę szkolną może przypadać nawet około 880 uczniów, a w szkołach z nauką w warsztatach — 700. Przy takim limicie jedna pielęgniarka obsługuje kilka rozrzuconych placówek, więc w każdej z osobna zjawia się na wycinek tygodnia. Regionalna kontrola NIK w województwie świętokrzyskim pokazała dodatkowo, że pracodawcy potrafili organizować pracę pielęgniarek niezgodnie z przepisami — pięć z sześciu placówek zaniżało wymiar ich czasu pracy, nawet o pięć godzin tygodniowo. Dziecko, które w środę skręci kostkę albo dostanie ataku paniki, trafia więc na drzwi, za którymi nikogo nie ma.
Co z dentystą w szkole?
Tu obietnica ustawowa rozjeżdża się z rzeczywistością jeszcze mocniej. Prawo przewiduje opiekę stomatologiczną nad uczniami, ale dopuszcza, by realizował ją dentysta na podstawie umowy — w gabinecie na terenie szkoły, w przychodni albo w dentobusie. W efekcie „szkolny dentysta" jest w większości kraju pojęciem czysto teoretycznym. NIK naliczyła w całej Polsce zaledwie około 600 gabinetów stomatologicznych w szkołach, czyli ponad 7 proc. z blisko 8,6 tys. placówek. Rządowym plastrem na tę dziurę miały być dentobusy, ale szesnaście pojazdów, po jednym na województwo, do maja 2018 roku jeździło realnie tylko w sześciu regionach.
Cena tego zaniechania jest wypisana w uzębieniu polskich dzieci. Kontrola NIK nad opieką stomatologiczną przypomniała twarde dane: odsetek dwunastolatków z próchnicą wzrósł z 80 proc. w 2012 roku do 85 proc. w 2016 roku — jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Nieleczona próchnica u dziecka oznacza ból, gorszą naukę, a w dorosłości droższe i poważniejsze leczenie. Sami rodzice od dawna wiedzą, czego brakuje: w ankiecie NIK 65 proc. z ponad 3,5 tys. badanych opowiedziało się za gabinetami lekarskimi w szkołach, a 71 proc. — za stomatologicznymi.
Warto oddzielić dwie rzeczy, których polityka lubi nie rozróżniać. Opieka pielęgniarska w szkole to zadanie systemu oświaty i element wsparcia ucznia w miejscu, gdzie spędza on większość dnia. Dostęp dziecka do dentysty to część szerszej reformy zdrowia publicznego, bo próchnicy nie da się rozwiązać samą szkołą — potrzeba publicznej stomatologii bliżej pacjenta. O tym drugim froncie piszemy w serwisie o zdrowiu, przy okazji postulatu dentysty w każdej gminie.
Dlaczego profilaktyka blisko ucznia jest najtańsza?
Medycyna szkolna była przez dekady najprostszym wynalazkiem zdrowia publicznego: dorosła osoba z wiedzą medyczną tam, gdzie codziennie są wszystkie dzieci, także te, których rodziców nie stać na prywatną wizytę ani na wolne w pracy. Bilans przesiewowy wychwytujący wadę wzroku, postawy czy nadwagę kosztuje grosze wobec późniejszego leczenia zaniedbanej choroby. Fluoryzacja i przegląd zębów są tańsze niż leczenie kanałowe finansowane potem z tej samej publicznej kasy. Rozmowa z pielęgniarką bywa pierwszym sygnałem, że w domu dzieje się coś złego.
Kiedy państwo tnie tę pierwszą linię, koszt nie znika — przesuwa się w czasie i rośnie. Wraca jako droższe świadczenie w przychodni, jako nieobecność w szkole, jako problem, który dało się złapać za dziesiątą część ceny. Oszczędność na pielęgniarce i dentyście jest więc oszczędnością pozorną, opłacaną potem przez NFZ i przez samo dziecko.
Co proponuje Razem
Realna opieka psychologiczna, pedagogiczna i pielęgniarska odpowie zarówno na indywidualne potrzeby, jak wesprze realizację programu psychologicznego i medycznego.— Partia Razem — „Program dla edukacji” (2023), partiarazem.pl
Razem traktuje zdrowie i bezpieczeństwo jako warunek nauki, a nie dodatek do niej — rozdział „Szkoła równych szans" deklaracji programowej stawia wsparcie ucznia obok samego uczenia. Z programu wynikają trzy konkretne kierunki:
- Realna, a nie papierowa opieka pielęgniarska w szkole. Pielęgniarka ma być dostępna w placówce w wymiarze odpowiadającym liczbie uczniów, a nie dzielona na tyle szkół, że w każdej pojawia się na kilka godzin. To wprost zapisany w „Programie dla edukacji" postulat opieki pielęgniarskiej.
- Profilaktyka jako najtańsza inwestycja państwa. Pielęgniarka wpisuje się w tę samą logikę bliskiego wsparcia, co psycholog dostępny w szkole czy ciepły posiłek dla każdego ucznia. Zdrowsze, najedzone i spokojniejsze dziecko lepiej się uczy — dlatego Razem łączy medycynę szkolną z mniejszymi klasami.
- Dostęp dziecka do dentysty jako część reformy zdrowia. Opieki stomatologicznej Razem nie sprowadza do jednego gabinetu w każdej szkole, lecz wiąże ją z publiczną stomatologią bliżej pacjenta, opisaną w programie zdrowotnym partii i w tekście o dentyście w każdej gminie.
Powrót medycyny szkolnej oznacza przywrócenie najtańszego narzędzia, jakim państwo wyrównuje szanse zdrowotne dzieci: obecności kogoś z wiedzą medyczną tam, gdzie te dzieci codziennie są. Przez lata narzędzie to rozmontowano, a jego brak wraca dziś rachunkiem droższym niż etat pielęgniarki. Pełny obraz tego kierunku układa się w hubie Zdrowie i bezpieczeństwo uczniów.
Źródła i dalsza lektura
- Ustawa z 12 kwietnia 2019 r. o opiece zdrowotnej nad uczniami (Dz.U. 2019 poz. 1078) — ISAP
- NIK — „Pielęgniarki w szkołach potrzebne od zaraz" (gabinety, dostępność, dentobusy, ankieta rodziców)
- NIK — opieka stomatologiczna nad dziećmi i młodzieżą (próchnica 80 proc. → 85 proc. dwunastolatków)
- Prawo.pl (za kontrolą NIK) — organizacja pracy pielęgniarek szkolnych, zaniżanie czasu pracy
- NFZ — opieka zdrowotna nad uczniami (normy i zasady finansowania)
- Partia Razem — „Program dla edukacji" (2023)
- Partia Razem — Deklaracja programowa, rozdz. „Szkoła równych szans"
