25 dzieci na jedną nauczycielkę. Razem chce ustawowego limitu 18

Dziś w oddziale przedszkola może być nawet 25 dzieci, a o tym limicie decyduje nie ustawa, lecz rozporządzenie ministra — do zmiany z dnia na dzień. Posłowie Razem złożyli w lutym 2026 projekt, który wpisuje do ustawy twardy limit 18 dzieci na grupę. To realizacja programowego celu Razem: skończyć z przepełnieniem przedszkoli.

Dziecko w wieku przedszkolnym podczas zajęć — mniejsza grupa to więcej uwagi nauczycielki dla każdego malucha.

Rodzic, który odprowadza trzylatka do przedszkola, rzadko wie jedną rzecz: ile dokładnie dzieci przypadnie tego dnia na jedną nauczycielkę. Przepis mówi, że maksymalnie dwadzieścioro pięcioro — i tyle właśnie potrafi się w grupie znaleźć, gdy miejsc brakuje, a gmina chce upchnąć wszystkich chętnych. Przy takiej liczbie nawet najlepsza nauczycielka nie jest w stanie dopilnować każdego malucha, usiąść z każdym, zauważyć, że ktoś się rozchorował albo płacze w kącie. W lutym 2026 roku posłowie Razem złożyli projekt ustawy, który chce ten stan zmienić i obniżyć limit do osiemnaściorga dzieci.

Dwadzieścia pięcioro — i decyduje o tym minister, nie ustawa

Obecny limit bierze się z rozporządzenia, a nie z ustawy. Ministerstwo Edukacji Narodowej stawia sprawę wprost: „Liczba dzieci w oddziale ogólnodostępnego przedszkola […] nie może przekraczać 25". Zapis znajduje się w § 5 rozporządzenia w sprawie szczegółowej organizacji publicznych szkół i publicznych przedszkoli — akcie, który minister podpisuje sam i sam może zmienić (tekst jednolity: Dz.U. 2023 poz. 2736).

Na tym właśnie polega problem, na który wskazują autorzy projektu. Skoro liczba dzieci w grupie zależy od rozporządzenia, to kolejny minister może ją jednym podpisem podnieść — do trzydziestu, trzydziestu pięciu — bez pytania kogokolwiek o zdanie. Poseł Jakub Ferek, który przygotował projekt, tłumaczył to w rozmowie z RMF FM: standardem powinno być „ustawowe ograniczenie tej liczby do 18 dzieci". Różnica między rozporządzeniem a ustawą jest tu kluczowa: to różnica między limitem, który trzyma się do najbliższej zmiany na stanowisku ministra, a limitem, którego nie da się ruszyć bez zgody Sejmu.

Skalę zjawiska widać w danych. Według GUS w roku szkolnym 2024/2025 wychowaniem przedszkolnym objętych było 971 na 1000 dzieci w wieku 3–6 lat, a do przedszkoli i innych placówek chodziło ich blisko 1,45 mln. Ten sam raport pokazuje jednak, jak bardzo dostępność zależy od miejsca zamieszkania: w miastach współczynnik przekracza 115 proc. (bo chodzą też dzieci spoza gminy), a na wsi spada do 74 proc. Tam, gdzie miejsc jest za mało, presja na upychanie dzieci w istniejących oddziałach jest największa.

Projekt: 18 dzieci od września 2028

Uwaga — to projekt ustawy, nie program. Liczba „18" pochodzi z konkretnej inicjatywy poselskiej z lutego 2026 roku (numer wpływu RPW/6012/2026), a nie z Deklaracji programowej Razem. Program partii mówi o kierunku — „zlikwidować przepełnienie placówek" — bez podawania liczby. Nie należy też mylić limitu przedszkolnego z limitem 20 osób w oddziale szkolnym, o którym Razem pisze osobno.

Projekt złożono w Sejmie 19 lutego 2026 roku. Jego głównym autorem jest Jakub Ferek, a wśród wnioskodawców są posłowie Razem z Adrianem Zandbergiem i Marceliną Zawiszą, szefową koła. Ponieważ koło Razem jest małe, a projekt poselski wymaga piętnastu podpisów, brakujące podpisy pod wnioskiem zebrano z pomocą posłów Prawa i Sprawiedliwości — co w kilku relacjach prasowych zatarło autorstwo. Sam pomysł i treść wychodzą jednak z Razem, jak opisuje Bankier.pl, cytując Ferka: „Maksymalny limit to jest 25 dzieci, ale jeżeli minister edukacji postanowi to zmienić, to w każdej chwili może to być 30, 35 itd.".

Nowy limit miałby wejść w życie od 1 września 2028 roku, z zachowaniem praw nabytych: oddziały utworzone wcześniej dokończyłyby pracę w dotychczasowym składzie. Projekt zyskał przychylną opinię największego związku nauczycielskiego. Związek Nauczycielstwa Polskiego ocenił, że „zmiana jest odpowiedzią na realne potrzeby środowiska przedszkolnego i znajduje uzasadnienie zarówno pedagogiczne, psychologiczne, jak i społeczne" — a przy okazji zaproponował, by analogicznie ograniczyć liczebność oddziałów szkolnych.

Na lipiec 2026 roku projekt pozostawał na wczesnym etapie: skierowany do konsultacji, bez nadanego numeru druku i bez pierwszego czytania. To znaczy, że o jego losie nic jeszcze nie przesądzono — ani na tak, ani na nie. Dla porządku warto to powiedzieć wprost, bo temat liczebności grup bywa podgrzewany politycznie: publicznie dostępne dokumenty sejmowe nie wskazują, by ktokolwiek projekt formalnie „zablokował"; utknął on na tym etapie, na którym utyka większość projektów poselskich składanych przez małe kluby — czekając na skierowanie do prac.

Co proponuje Razem

Zagęścimy sieć publicznych przedszkoli, aby zlikwidować przepełnienie placówek i zapewnić każdemu dziecku łatwy dostęp do przedszkola w pobliżu miejsca zamieszkania.— Program dla edukacji (2023), rozdz. „Przedszkole dla każdego dziecka”, partiarazem.pl
  • Koniec przepełnienia przedszkoli — nie przez upychanie dzieci w istniejących salach, lecz przez gęstszą sieć placówek i twardy limit liczebności grupy.
  • Limit w ustawie, nie w rozporządzeniu — projekt posłów Razem wpisuje maksimum 18 dzieci na oddział wprost do ustawy, poza zasięg jednego ministerialnego podpisu.
  • Miejsce dla każdego dziecka — Deklaracja programowa Razem zapowiada, że państwo zapewni „miejsca w publicznych przedszkolach i żłobkach dla wszystkich dzieci", bo bez tego limit liczebności działałby na papierze, a nie w praktyce.

Mniejsza grupa jest warunkiem, żeby przedszkole robiło to, po co istnieje: dawało dziecku uwagę, a rodzicowi spokój, że ktoś naprawdę je pilnuje. Ta sama logika wraca zresztą w szkole — piszemy o niej w tekście o mniejszych klasach i limicie 20 uczniów w oddziale. A o tym, ile naprawdę kosztuje rodziców „bezpłatne" przedszkole, mimo darmowych pięciu godzin, rozkładamy na czynniki osobno.

Dostępna, nieprzepełniona opieka nad małym dzieckiem to także kwestia gospodarcza: bez miejsca w przedszkolu jedno z rodziców — najczęściej matka — wypada z rynku pracy. Dlaczego wyższa aktywność zawodowa i wyższe płace idą w parze z rozwojem, opisujemy w serwisie gospodarczym Razem, w tekście o płacach a wzroście gospodarczym.

Źródła i dalsza lektura