Polska szkoła jest formalnie bezpłatna. Mimo to o wyniku egzaminu coraz częściej rozstrzyga popołudnie — a dokładniej to, czy rodziców stać na płatną lekcję, gdy dziecko przestaje nadążać za materiałem. Korepetycje działają wtedy jak podatek od nierówności: płaci go rodzina, którą na to stać, a korzyść — lepsza ocena, wyższy wynik egzaminu, lepsze liceum — powiększa dystans wobec dzieci, których rodzin dopłacać nie stać.
Ilu uczniów chodzi na korepetycje i ile płacą rodzice?
Skala zjawiska rośnie z roku na rok. Z badania CBOS z jesieni 2025 roku wynika, że 34 proc. rodziców zadeklarowało opłacenie dzieciom korepetycji lub kursów przygotowawczych — najwięcej w całej serii pomiarów, o 5 punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Jeszcze na początku dekady, w roku szkolnym 2021/2022, korepetycje i kursy wybierała jedna czwarta rodzin uczniów, czyli 25 proc. Dopłacanie do edukacji poza lekcjami z wyjątku stało się w ciągu kilku lat regułą.
Same korepetycje to zresztą wierzchołek szerszego rynku prywatnych dopłat do edukacji. Z danych CBOS przeanalizowanych przez Fundację Batorego wynika, że w roku szkolnym 2023/2024 aż 72 proc. uczniów korzystało z jakichś płatnych zajęć dodatkowych — od nauki języków (50 proc.) i sportu (42 proc.) po korepetycje z przedmiotów szkolnych. Korepetycje z konkretnego przedmiotu są w tym pakiecie tą pozycją, która najściślej łączy się z ocenami i egzaminami.
Te dopłaty drobne nie są. Według raportu portalu e-korepetycje godzina korepetycji ze standardowego przedmiotu kosztuje około 70 zł, a przygotowanie do matury i egzaminu ósmoklasisty 90–110 zł za 60 minut; stawki wciąż rosną szybciej niż inflacja. Rodzice płacący za zajęcia dodatkowe deklarują średnio 944 zł miesięcznie, a cotygodniowa lekcja z jednego przedmiotu — rzędu 400 zł w skali miesiąca — jest już rynkowym standardem. Łącznie na potrzeby szkolne przeciętna rodzina wydała w roku 2024/2025 średnio 2407 zł, o 813 zł więcej niż rok wcześniej.
Dlaczego korepetycje pogłębiają nierówności?
Gdyby korepetycje rozkładały się w populacji równo, byłyby tylko wspólnym kosztem. Sęk w tym, że korzysta z nich przede wszystkim ten, kto już startuje z lepszej pozycji. Fundacja im. Stefana Batorego, analizując dane CBOS z roku szkolnego 2023/2024, pokazała, że dodatkowe płatne zajęcia funduje dzieciom 92 proc. rodziców z wyższym wykształceniem, a tylko 43 proc. rodziców z wykształceniem zawodowym lub niższym. Ta sama analiza pokazuje różnicę geograficzną: w miastach za zajęcia dodatkowe płaci 82 proc. rodzin, na wsi 59 proc.
Mechanizm reprodukcji nierówności jest tu podręcznikowy. Kiedy dwoje uczniów w równym stopniu nie radzi sobie z materiałem, na korepetycje trafia to dziecko, którego rodzinę na nie stać — i to ono odrabia stratę, choć wyjściowa trudność była identyczna. Prywatny rynek dopłat robi więc dokładnie to, czego publiczna szkoła robić nie powinna: przelicza zamożność rodziców na szanse dziecka. Fundacja Batorego nazywa to zjawisko „ukrytą prywatyzacją" szkoły — państwo utrzymuje fasadę bezpłatnej edukacji, a realną naukę w rosnącej części finansują rodzice z własnej kieszeni.
Skutki nie kończą się na jednym semestrze. Ocena, która zaważy na rekrutacji do liceum, uruchamia ciąg dalszych rozgałęzień: lepsza szkoła średnia to zwykle lepsze przygotowanie do matury, a matura otwiera albo zamyka drogę na wybrane studia. Nierówność, która zaczyna się od tego, kto mógł dopłacić do korepetycji w ósmej klasie, kumuluje się przez kolejne lata edukacji. Publiczna szkoła miała tę spiralę hamować, wyrównując dzieciom start niezależnie od domu, z którego przychodzą — dlatego rosnąca zależność wyników od prywatnych dopłat uderza w samą jej obietnicę.
Co rozstrzyga się przed egzaminem ósmoklasisty i maturą?
Najostrzej widać to w momentach, w których system rozdziela dzieci na dalsze ścieżki: przy egzaminie ósmoklasisty i maturze. Wynik ósmoklasisty przelicza się na punkty rekrutacyjne do liceów, więc kilka procent różnicy decyduje o tym, kto trafi do renomowanej szkoły, a kto do tej z wolnymi miejscami. Tymczasem dystans między miastem a wsią bywa w tych egzaminach ogromny: analiza Fundacji Batorego wskazuje różnice rzędu 11 punktów procentowych z matematyki i 12 z angielskiego na egzaminie ósmoklasisty, a na maturze zdawalność w miastach wojewódzkich była o 6 punktów wyższa niż poza nimi. Część tej luki bierze się z jakości samych szkół, część — z tego, kto mógł dokupić przygotowanie do egzaminu.
Dla rodziny o niższych dochodach 400 zł miesięcznie na jeden przedmiot to wybór między korepetycjami a innymi potrzebami domowego budżetu. Uczeń, który najbardziej potrzebuje nadrobienia zaległości, dostaje pomoc najrzadziej — właśnie dlatego, że pomoc jest płatna. W progach egzaminacyjnych ta arytmetyka zamienia się w trwały awans jednych i utrwalony dystans drugich.
Co proponuje Razem
Razem nie proponuje zakazu korepetycji ani odbierania komukolwiek prawa do dodatkowych lekcji — chodzi o to, by przestały pełnić rolę przepustki do lepszej szkoły. Jeśli wyrównywanie szans ma być zadaniem publicznej szkoły, a nie prywatnego portfela, bezpłatne zajęcia wyrównawcze i pozalekcyjne muszą być dostępne w każdej placówce i finansowane ze środków publicznych.
Skierujemy do samorządów środki na bezpłatne zajęcia pozalekcyjne, żeby powstrzymać rosnące nierówności i zapewnić dzieciom rozwój ich talentów, niezależnie od zamożności ich rodziców.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl
- Środki dla samorządów na bezpłatne zajęcia pozalekcyjne — publiczne popołudnie w szkole zamiast prywatnej lekcji, na którą stać część rodzin.
- Bezpłatne zajęcia wyrównawcze i koła zainteresowań — w „Programie dla edukacji" (2023) Razem zapowiada, że „podkreślą prymat opieki i uczenia się przed egzaminowaniem", a więc będą realnym wsparciem, nie kolejnym testem.
- Co najmniej 6 proc. PKB na edukację zamiast dzisiejszych około 3,5 proc. na oświatę — bo bezpłatne zajęcia trzeba z czegoś sfinansować, a bez pieniędzy postulat pozostaje deklaracją.
Bezpłatne popołudnie w szkole to jedno z narzędzi szerszej polityki równych szans — obok realnie bezpłatnej edukacji, w której koszt podręczników, dziennika czy dojazdu nie odsiewa uczniów według zamożności; rozkładamy to w tekście o ukrytych kosztach „darmowej" szkoły. Na to wszystko potrzeba pieniędzy — dlaczego Razem chce co najmniej 6 proc. PKB na edukację, tłumaczymy osobno. Cały wątek zbieramy w dziale Wyrównywanie szans.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Deklaracja programowa, rozdz. „Szkoła równych szans" (2025)
- Partia Razem — „Program dla edukacji" (2023)
- CBOS — „Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2025/2026" (K_107_25)
- Money.pl (za CBOS) — wydatki rodzin na edukację, 25 proc. korzystających z korepetycji w 2021/2022
- Fundacja im. Stefana Batorego — „Skutki ukrytej prywatyzacji w polskiej szkole"
- Klub Jagielloński — „Rekordowo wysokie wydatki na korepetycje" (34 proc. rodzin, 944 zł miesięcznie)
- e-korepetycje.net — „Raport z cen korepetycji 2024"
