Schody, których nie da się pokonać. Dostępna szkoła dla ucznia z niepełnosprawnością

Kilka stopni przy wejściu, brak windy, za wąskie drzwi do toalety — bariery architektoniczne wciąż zamykają część polskich szkół przed uczniami z niepełnosprawnościami, choć większość z nich uczy się w zwykłych placówkach. Brakuje też miejsc odpowiadających innym potrzebom, jak strefy ciszy dla uczniów neuroróżnorodnych. Razem chce zapewnić dostępność architektoniczną i przestrzenie dopasowane do potrzeb uczących się.

Długi podjazd prowadzący od budynku szkoły podstawowej na teren rekreacyjny — przykład rozwiązania, które udostępnia szkołę uczniom poruszającym się na wózku.

O tym, czy dziecko z niepełnosprawnością w ogóle wejdzie do klasy, w polskiej szkole wciąż często decyduje architektura sprzed półwiecza: kilka stopni przy wejściu, brak windy, za wąskie drzwi do toalety. Dostępność bywa traktowana jak udogodnienie dla nielicznych, choć uczniów ze specjalnymi potrzebami są w Polsce setki tysięcy, a większość z nich uczy się w zwykłych, ogólnodostępnych szkołach. Rampa i winda przestają być wtedy gestem dobrej woli, a stają się warunkiem, żeby prawo do nauki miało pokrycie w rzeczywistości.

Ilu uczniów z niepełnosprawnością uczy się w zwykłej szkole i ile szkół jest dla nich dostępnych?

Skala jest większa, niż podpowiada stereotyp o „szkole specjalnej na obrzeżach miasta". W roku szkolnym 2022/2023 w polskich szkołach uczyło się 221,6 tys. dzieci i młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, czyli 4,3 proc. ogółu uczniów. Na poziomie podstawowym kształceniem specjalnym objętych było 165,6 tys. dzieci — i to nie szkoły specjalne przyjmują większość z nich. Do oddziałów przy ogólnodostępnych szkołach podstawowych uczęszczało 113,8 tys. uczniów, podczas gdy w szkołach specjalnych uczyło się 51,8 tys. Zwyczajna, rejonowa placówka jest więc dla dziecka z niepełnosprawnością miejscem podstawowym, a nie wyjątkiem.

Tym mocniej ciąży pytanie, czy te szkoły są w stanie takiego ucznia przyjąć. Odpowiedź, jaką dała Najwyższa Izba Kontroli w audycie kształcenia uczniów z niepełnosprawnościami, jest niepokojąca: w połowie skontrolowanych ogólnodostępnych placówek nie zapewniono odpowiednich warunków nauki — od nadmiernie licznych klas po niezlikwidowane bariery architektoniczne i brak infrastruktury pozwalającej na adekwatne wsparcie. Kontrola pochodzi z 2017 roku, ale opisuje mury i schody, które w większości stoją do dziś.

Szkoła nie jest tu odosobniona. Kiedy NIK sprawdziła szerzej dostępność budynków użyteczności publicznej, okazało się, że 84 proc. skontrolowanych siedzib urzędów w różnym stopniu nie spełniało potrzeb osób z niepełnosprawnościami, a w województwie podlaskim aż 110 ze 121 nowych lub przebudowanych obiektów (90,9 proc.) nie zostało prawidłowo przystosowanych. Instytucja, która ma być otwarta dla każdego obywatela, wciąż bywa projektowana tak, jakby żaden z nich nie poruszał się na wózku.

Czego poza podjazdem potrzebuje dostępna szkoła?

Podjazd i winda rozwiązują problem wejścia, ale dostępność zaczyna się dopiero za progiem. Uczeń na wózku musi dojechać nie tylko do sali lekcyjnej, lecz także do toalety, biblioteki, stołówki i sali gimnastycznej — a te ostatnie w starych budynkach bywają na piętrach bez windy albo w piwnicy. Brak jednej dostosowanej toalety potrafi w praktyce wykluczyć dziecko z pełnego dnia w szkole równie skutecznie co schody przy drzwiach frontowych.

Część potrzeb w ogóle nie ma związku z ruchem. Dla uczniów neuroróżnorodnych — w spektrum autyzmu, z ADHD, z nadwrażliwością sensoryczną — szkolny hałas, jarzeniówki i tłok na korytarzu bywają barierą nie mniej realną niż stopień. Miejsce, w którym można na chwilę wyciszyć bodźce, decyduje czasem o tym, czy dziecko dotrwa do końca lekcji, czy wyjdzie z niej w kryzysie. Dostępna szkoła to zatem także cicha przestrzeń, czytelne oznaczenia i przewidywalna organizacja dnia, a nie wyłącznie gładka posadzka.

Architektura to jednak dopiero rusztowanie. Bez dorosłych, którzy wiedzą, jak pracować z konkretnym dzieckiem, najlepiej przystosowany budynek pozostaje pusty w sensie, który liczy się najbardziej. Włączające nauczanie wymaga specjalistów dostępnych na miejscu, a nie raz na kwartał — o tym, dlaczego jeden psycholog na całą szkołę to za mało, piszemy osobno. Wymaga też klas na tyle małych, żeby nauczyciel mógł dostrzec potrzeby pojedynczego ucznia; dlatego dostępność łączy się z postulatem limitu liczebności klas do dwudziestu osób.

Dlaczego prawo do dostępnej szkoły wciąż zostaje na papierze?

Obowiązek istnieje od lat. Ustawa z 19 lipca 2019 roku o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami nakłada na podmioty publiczne — a więc i na publiczne szkoły — obowiązek zapewnienia minimalnej dostępności architektonicznej, cyfrowej i informacyjno-komunikacyjnej, w tym swobodnego dostępu do budynku, korytarzy i pomieszczeń dla osób poruszających się na wózku. Ustawa każe też co cztery lata składać raport o stanie zapewniania dostępności i publikować go w Biuletynie Informacji Publicznej.

Papierowy obowiązek nie zdejmuje jednak barier bez pieniędzy i egzekucji. Ta sama kontrola NIK, która wykazała braki w połowie szkół, pokazała również, że aż 75 proc. placówek nie wykorzystywało istniejących możliwości poprawy warunków kształcenia — środków, po które można było sięgnąć, ale których nikt nie uruchomił. Dostosowanie budynku bywa kosztowne i rozłożone na lata, a bez celowego, przewidywalnego finansowania samorządy odkładają je „na później", które nie nadchodzi. W efekcie prawo gwarantuje dziecku dostępną szkołę, a rocznik za rocznikiem trafia do placówki, w której winda wciąż jest w planach.

Co proponuje Razem

Zapewnimy dostępność architektoniczną dla osób z niepełnosprawnościami oraz miejsca odpowiadające innym potrzebom uczących się, jak np. strefy ciszy, ogródki.— Partia Razem — „Program dla edukacji” (2023), partiarazem.pl
  • Dostępność architektoniczna jako standard, nie wyjątek — podjazdy, windy, dostosowane toalety i szerokie ciągi komunikacyjne mają być normą w każdej szkole, żeby uczeń z niepełnosprawnością wchodził głównym wejściem razem z rówieśnikami, a nie szukał bocznych drzwi albo cudzej pomocy.
  • Miejsca odpowiadające innym potrzebom uczących się — strefy ciszy dla dzieci neuroróżnorodnych, spokojne przestrzenie do wyciszenia i szkolne ogródki, bo dostępność to również dopasowanie otoczenia do zmysłów i sposobu uczenia się, nie tylko do sposobu poruszania się.
  • Wsparcie dla dzieci ze specjalnymi potrzebami — w deklaracji programowej, w rozdziale „Szkoła równych szans", Razem zapowiada wsparcie dla dzieci ze specjalnymi potrzebami, a więc kadrę i specjalistów, dzięki którym dostosowany budynek zamienia się w realnie włączające nauczanie.

Dostępna szkoła nie działa więc na rzecz nielicznych wybranych — jest warunkiem, żeby obietnica powszechnej i równej edukacji obejmowała także dziecko na wózku i ucznia, który nie znosi hałasu. Więcej o tym, jak Razem chce budować szkołę otwartą dla każdego dziecka, zbieramy w haśle Edukacja włączająca.

Źródła i dalsza lektura