Artykuł 70 Konstytucji gwarantuje bezpłatną naukę w szkołach publicznych. Rachunek, który rodzic dostaje we wrześniu, opowiada jednak inną historię: składka na radę rodziców, grupowe ubezpieczenie NNW, dostęp do płatnej aplikacji albo platformy, wycieczka, zielona szkoła, zdjęcia klasowe, komitet na kwiaty i prezenty. Żadna z tych pozycji nie jest szkolnym czesnym, a każda z nich potrafi zaważyć na domowym budżecie — najmocniej tam, gdzie o pieniądze najtrudniej.
Czy składka na radę rodziców jest obowiązkowa?
Nie jest. Podstawę daje art. 84 ust. 6 ustawy Prawo oświatowe: „W celu wspierania działalności statutowej szkoły lub placówki, rada rodziców może gromadzić fundusze z dobrowolnych składek rodziców oraz innych źródeł". Kluczowe słowo — dobrowolnych. Rada rodziców może o wpłatę prosić, nie może jej wyegzekwować; ani szkoła, ani rada nie mają narzędzia, którym zmusiłyby rodzica do przelewu, i nie mogą dochodzić takiej kwoty na drodze sądowej.
Z dobrowolności wynika reszta. Brak wpłaty nie może pociągać za sobą żadnej sankcji wobec dziecka — nie wolno od niej uzależniać wydania świadectwa, obniżać oceny z zachowania ani wykluczać ucznia z klasowych aktywności. Prawo zabrania też tego, co zdarza się w praktyce najczęściej: nacisku. Publikowanie listy „dłużników" — kto zapłacił, a kto nie — narusza RODO; rada może pokazać rodzicom najwyżej zbiorcze rozliczenie, bez wskazywania konkretnych rodzin. Odległość między literą prawa a wywieszką w klasowej grupie na komunikatorze bywa duża — i to ona zamienia „dobrowolną" składkę w opłatę odczuwaną jako przymus.
Rada rodziców sama w sobie jest pożytecznym organem: finansuje nagrody, pomoce, dofinansowuje wyjazdy uboższym uczniom. Problem nie leży w jej istnieniu, tylko w tym, że państwo scedowało na nią wydatki, które powinno pokrywać z budżetu — i że dobrowolność często istnieje wyłącznie na papierze.
Czy szkoła może wymagać ubezpieczenia NNW i płatnej platformy?
Grupowe ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków, proponowane we wrześniu przez większość szkół, nigdy nie było i nie jest obowiązkowe. Żadna placówka — niezależnie od etapu nauki — nie ma prawa żądać od rodzica ani potwierdzenia wykupu polisy, ani pisemnej rezygnacji z oferty grupowej. Resort edukacji wielokrotnie przypominał, że szkoła nie może nakładać obowiązku ubezpieczenia, także przed wycieczką czy zajęciami dodatkowymi. Podobnie Komisja Nadzoru Finansowego zwraca uwagę, że ofertę trzeba przedstawiać przejrzyście i niewiążąco, i apeluje do szkół oraz rad rodziców, by nie wywierały marketingowego nacisku i nie sugerowały, że przystąpienie jest konieczne. Rodzic ma prawo wybrać własną polisę albo nie ubezpieczać dziecka wcale.
Ten sam schemat powtarza się w warstwie cyfrowej. Coraz częściej ćwiczenia, zadania domowe czy dostęp do materiałów przenoszą się do komercyjnych aplikacji i platform, za które w praktyce płaci rodzic — pojedynczą subskrypcją albo kodem dostępu do e-podręcznika wydawcy. Kiedy nauczyciel zadaje pracę „na platformie", teoretyczna dobrowolność znika: dziecko bez wykupionego dostępu wypada z lekcji. Publiczna placówka staje się wtedy kanałem sprzedaży prywatnej usługi, a rodzina — jej przymusowym abonentem. To dokładnie ten mechanizm, który program Razem nazywa żerowaniem komercyjnych usług na publicznych szkołach.
Wspólny mianownik wszystkich tych pozycji jest prosty: państwo nie zapewniło narzędzia albo świadczenia, więc lukę wypełnia oferta prywatna, a rachunek trafia do rodzica. Formalnie każda z opłat pozostaje dobrowolna. Realnie dobrowolność kończy się w momencie, w którym dziecko bez wpłaty przestaje mieć dostęp do tego, co reszta klasy dostała jako oczywistość.
Ile realnie kosztuje „bezpłatna” szkoła w ciągu roku?
Pojedyncze pozycje wyglądają niewinnie; problemem jest ich suma i to, że wracają rok w rok. Składka na radę rodziców mieści się zwykle w kilkudziesięciu złotych, ale w wielu szkołach sięga dwustu i więcej. Grupowe NNW to kolejne kilkadziesiąt złotych. Wycieczka jednodniowa bywa niedroga, ale kilkudniowa „zielona szkoła" z transportem, noclegami i wyżywieniem to już wydatek rzędu kilkuset złotych na dziecko — a tam, gdzie grupa jest mniejsza, koszt na ucznia rośnie, bo autokar i atrakcje rozkładają się na mniej osób. Do tego dochodzą zdjęcia klasowe, komitet na upominki, ksero i drobne zbiórki, o które nikt nie pyta, czy budżet rodziny je udźwignie.
Dla rodziny z jednym dzieckiem i stabilnym dochodem to uciążliwość. Dla rodziny z trójką uczniów albo z dochodem blisko minimum każda z tych pozycji staje się realnym wyborem: zapłacić za wycieczkę czy za buty. Bariera ekonomiczna, którą Konstytucja miała z edukacji usunąć, wraca tylnymi drzwiami — pod etykietą „dobrowolności". Ten sam koszt ciągnie się zresztą przez całą ścieżkę: od ukrytych dopłat w przedszkolu po wyprawkę, e-dziennik i dojazd, które opisujemy osobno.
Co proponuje Razem
Program partii nazywa rzecz po imieniu już we wstępie do rozdziału o edukacji: dość „zmuszania uczniów oraz rodziców do kupowania dziesiątek komercyjnych usług żerujących na publicznych placówkach". Konkretny postulat brzmi:
Skończymy z przerzucaniem kosztów funkcjonowania szkół na rodziców i uczniów. Zapewnimy bezpłatny dostęp do podręczników, materiałów i narzędzi do nauki (…). Wprowadzimy publiczny, bezpłatny system dzienników elektronicznych.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl
- Koszt funkcjonowania szkoły płaci budżet, nie rodzic. Pomoce, materiały i narzędzia do nauki mają być finansowane publicznie, żeby rada rodziców nie musiała łatać dziur po państwie, a „dobrowolna" składka nie decydowała o tym, na co dziecko może sobie w klasie pozwolić.
- Koniec z przymusem ubranym w dobrowolność. Grupowe NNW, komercyjne aplikacje i platformy nie mogą być warunkiem udziału w lekcji ani wycieczce; publiczna szkoła przestaje być kanałem sprzedaży prywatnych usług.
- Publiczne, bezpłatne narzędzia cyfrowe — z darmowym e-dziennikiem na czele — zamiast zależności od komercyjnych dostawców, którym płaci rodzic albo szkoła.
Chodzi o przywrócenie temu, co Konstytucja obiecuje, realnej treści. W tym ujęciu chodzi nie o likwidację rad rodziców czy zakaz klasowych zbiórek, lecz o usunięcie przymusu i wyparcie z publicznych placówek usług, które żerują na obowiązku szkolnym. Ta sama logika stoi za sprzeciwem wobec dopłacania z publicznych pieniędzy do szkół prywatnych: pieniądz publiczny ma iść na powszechną, faktycznie bezpłatną szkołę, a nie krążyć między budżetem rodzin a prywatnymi pośrednikami. Więcej postulatów zbiera pillar Szkoła bezpłatna i świecka.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Deklaracja programowa, rozdz. „Szkoła równych szans" (2025)
- Konstytucja RP, art. 70 — bezpłatna nauka w szkołach publicznych (ISAP)
- Prawo oświatowe, art. 84 ust. 6 — dobrowolne składki na radę rodziców
- Gazeta Prawna — dobrowolność składek na radę rodziców, zakaz listy „dłużników" a RODO
- Portal Samorządowy — szkolne ubezpieczenie NNW nie jest obowiązkowe (stanowisko MEN)
- KNF — informacja o szkolnym ubezpieczeniu NNW (dobrowolność, brak nacisku)
