Papierologia zamiast uczenia. Razem chce odbiurokratyzować szkołę i naprawić awans

Przeciętny nauczyciel klas 5–8 pracuje około 40 godzin tygodniowo, a znaczną część tego czasu pochłaniają sprawozdania i dokumentacja. Do tego dochodzi awans zawodowy, w którym liczy się teczka, a nie rozwój. Razem chce ograniczyć biurokrację, zwrócić nauczycielom podmiotowość i zreformować awans, żeby zachęcał do podnoszenia kwalifikacji.

Przepełniona taca „IN BOX” z górą dokumentów obok pustej tacy „OUT BOX” — obraz biurokracji, która narasta szybciej, niż da się ją rozliczyć.

Praca nauczyciela wygląda z zewnątrz jak lekcje, poprawianie klasówek i rozmowy z uczniami. Rzeczywisty tydzień wypełniają jeszcze sprawozdania, protokoły, wpisy do dwóch dzienników naraz i teczki zbierane na potrzeby awansu. Im więcej z tego czasu idzie na dokumentowanie pracy, tym mniej zostaje na samą pracę — a szkoła płaci za to zmęczeniem kadry i uczniami, którym uwagi po prostu brakuje.

Ile czasu nauczyciel traci na papiery?

Międzynarodowe badanie nauczania i uczenia się TALIS 2024, którego polską częścią zajmuje się Instytut Badań Edukacyjnych, podaje pierwszą twardą liczbę: średni deklarowany tygodniowy czas pracy nauczycieli klas 5–8 to około 40 godzin zegarowych, wliczając pracę wieczorami i w weekendy. To nie są godziny przy tablicy. Pensum dydaktyczne, czyli tygodniowa liczba obowiązkowych lekcji, wynosi dla większości nauczycieli 18 godzin i jest zapisane w Karcie Nauczyciela. Reszta czterdziestogodzinnego tygodnia to przygotowanie zajęć, sprawdzanie prac, kontakt z rodzicami — i administracja.

Skala tej administracji robi wrażenie. Z tego samego badania wynika, że nadmiar zadań administracyjnych należy do najczęściej wskazywanych źródeł zawodowego stresu: silny stres z tego powodu odczuwa około czterech na dziesięciu nauczycieli. Krajowy raport TALIS pokazuje, jak dużo czasu to zabiera — blisko 60 proc. nauczycieli poświęca na sprawy administracyjne co najmniej sześć godzin tygodniowo, a niemal 30 proc. przekracza dziesięć godzin. Dziesięć godzin dokumentacji to więcej niż połowa pensum — czas, który mógłby trafić do uczniów, idzie na sprawozdawczość.

Na tę sprawozdawczość składa się dziś kilka nakładających się warstw. Ocenę bieżącą wpisuje się do dziennika elektronicznego, a część szkół prowadzi równolegle papierowe zapisy „na wszelki wypadek". Do tego dochodzą sprawozdania z realizacji podstawy programowej, protokoły rad pedagogicznych, dokumentacja pomocy psychologiczno-pedagogicznej — indywidualne programy dla uczniów ze specjalnymi potrzebami, oceny efektywności wsparcia — oraz sterta zgód, oświadczeń i zestawień, które trzeba złożyć i podpisać. Każdy pojedynczy dokument da się uzasadnić; problem w tym, że razem tworzą tydzień pracy dłuższy niż pensum i wykonywany po godzinach.

Papierologia okazała się przy tym odporna na kolejne reformy. Gdy w 2016 roku znikły z Karty osławione „godziny karciane", związkowcy i eksperci od razu zauważyli, że samej biurokracji wcale nie ubyło — dokumentacja pracy dydaktycznej i wychowawczej rozrasta się niezależnie od tego, jak liczy się czas przy tablicy. Związek Nauczycielstwa Polskiego od lat wskazuje nadmiar dokumentacji jako jedną z przyczyn wypalenia zawodowego. To ten sam mechanizm, który napędza kryzys kadrowy: przeciążony nauczyciel szybciej odchodzi, a jego odejście dokłada obowiązków tym, którzy zostają. O skali braków — prawie połowie dyrektorów, którzy nie mogą znaleźć nauczyciela — piszemy osobno.

Jak działa awans zawodowy nauczyciela?

Drugim mechanizmem, który zjada czas i podmiotowość, jest awans zawodowy. System przebudowano ustawą z 5 sierpnia 2022 r. o zmianie ustawy Karta Nauczyciela oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2022 poz. 1730). Wcześniejsze cztery szczeble — stażysta, kontraktowy, mianowany, dyplomowany — zredukowano do trzech: nauczyciel początkujący (formalnie nieposiadający stopnia awansu), mianowany i dyplomowany.

Droga na szczyt jest długa i rozpisana co do miesiąca. Nauczyciel początkujący odbywa „przygotowanie do zawodu" trwające trzy lata i dziewięć miesięcy, po którym zdaje egzamin na stopień nauczyciela mianowanego. Mianowany musi następnie przepracować pięć lat i dziewięć miesięcy, zanim złoży wniosek o stopień dyplomowanego. Szczegóły — komisje, wymagane dokumenty, procedury oceny — reguluje rozporządzenie z 6 września 2022 r. w sprawie uzyskiwania stopni awansu zawodowego (Dz.U. 2022 poz. 1914).

Przez pierwsze lata nauczyciel początkujący pracuje pod okiem mentora, a jego lekcje są obserwowane i oceniane, zanim komisja dopuści go do egzaminu na mianowanego. W założeniu to sensowne — wejście do zawodu powinno mieć opiekuna i informację zwrotną. W praktyce znaczna część wysiłku idzie jednak w dokumentowanie tego procesu: opisy przeprowadzonych zajęć, sprawozdania z realizacji planu rozwoju, portfolio zbierane latami pod egzamin lub rozmowę z komisją. Nauczyciel, który i tak uczy każdego dnia, dowodzi na papierze, że się rozwija.

Sam pomysł drabiny zawodowej nie budzi sporu — nauczyciel powinien mieć jasną ścieżkę rozwoju i wyższą pensję za wyższe kwalifikacje. Kłopot zaczyna się tam, gdzie awans mierzy się grubością teczki. Zbieranie zaświadczeń, opisów lekcji i sprawozdań potrafi przesłonić to, co awans miał premiować: faktyczne doskonalenie warsztatu. Wynagrodzenie zresztą i tak jest przez pierwsze lata niskie — nauczyciel początkujący zaczyna od 5308 zł wynagrodzenia zasadniczego, mianowany ma 5469 zł, a dyplomowany 6397 zł, więc przejście przez całą drabinę oznacza niemal dekadę pracy, zanim zasadnicza pensja przekroczy poziom, który dla wielu innych zawodów jest punktem wyjścia. Ile z tego zostaje po zestawieniu ze średnią krajową, rozkładamy w tekście o płacach nauczycieli.

Rozkłady czasu pracy pochodzą z deklaracji nauczycieli w badaniu TALIS 2024 i mają charakter poglądowy — pokazują skalę zjawiska, nie precyzyjny budżet godzin każdego etatu.

Co proponuje Razem

Diagnoza — odzyskać dla ucznia czas zjadany przez sprawozdawczość i uczynić z awansu narzędzie rozwoju, a nie kolejny front papierkowej pracy — prowadzi wprost do zapisu z programu.

Odbudujemy prestiż zawodu nauczyciela. Zwiększymy podmiotowość nauczycieli, ograniczymy biurokrację, zreformujemy system awansu zawodowego nauczycieli tak, aby zachęcał do zdobywania kolejnych stopni i stałego podnoszenia kwalifikacji. Wprowadzimy system wsparcia psychologicznego i programy przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl
  • Mniej dokumentacji, więcej lekcji. „Program dla edukacji" stawia na odbiurokratyzowanie szkoły i podmiotowość nauczyciela — ograniczenie sprawozdań i papierologii ma zwrócić godziny należne uczniom, zamiast trzymać nauczyciela nad tabelkami po lekcjach.
  • Awans, który premiuje rozwój, nie teczkę. Reforma systemu awansu ma zachęcać do zdobywania kolejnych stopni i stałego podnoszenia kwalifikacji — ścieżka rozwoju zawodowego zamiast biegu po zaświadczenia.
  • Podmiotowość i ochrona przed wypaleniem. Zwiększenie podmiotowości nauczycieli idzie w parze z systemem wsparcia psychologicznego i programami przeciwdziałania wypaleniu — bo zatrzymanie doświadczonych ludzi w zawodzie jest tańsze niż ciągłe szukanie następców.

Odbiurokratyzowanie kosztuje mniej niż podwyżki, ale samo problemu nie rozwiąże: prestiż zawodu wraca razem z pensją i warunkami pracy, a te zależą od pieniędzy w systemie. Skąd mają płynąć, opisujemy w tekście o 6 proc. PKB na edukację. Poczucie stabilności to zresztą nie tylko sprawa szkoły — jak państwo może ograniczyć niepewne zatrudnienie w całej gospodarce, piszemy w serwisie o pracy, w tekście o końcu umów śmieciowych. Cały wątek warunków pracy w oświacie zbieramy w hubie Nauczyciele i płace.

Źródła i dalsza lektura