96 proc. dzieci w przedszkolu. Polska już to spełnia — ale nie wszędzie

Unia postawiła cel: przynajmniej 96 proc. dzieci w wieku od trzech lat ma chodzić do przedszkola. Polska jako średnia już go przekracza — ale ta średnia zasłania przepaść między miastem a wsią i dużo gorszą sytuację żłobków. Razem chce, by miejsce w publicznym, bezpłatnym przedszkolu miało każde dziecko, niezależnie od tego, gdzie mieszka.

Bawiące się dzieci — powszechny dostęp do przedszkola to warunek równego startu, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Kiedy mowa o dostępie do przedszkola, łatwo o dwa przeciwne błędy. Pierwszy to malowanie sytuacji w czarnych barwach, jakby polskie przedszkola były pustynią. Drugi — chwalenie się średnią i udawanie, że problem nie istnieje. Prawda jest mniej wygodna: jako kraj mieścimy się już w unijnym celu, ale ta jedna liczba przykrywa nierówności, które decydują o tym, czy trzylatek z małej wsi w ogóle dostanie miejsce.

Cel 96 proc. i polska średnia

Komisja Europejska wyznaczyła w 2022 roku tak zwane cele barcelońskie: do 2030 roku edukacją przedszkolną ma być objętych co najmniej 96 proc. dzieci w wieku od trzech lat do rozpoczęcia obowiązku szkolnego. Według Eurostatu Polska ten próg już przekroczyła — w 2024 roku wskaźnik wyniósł 97,2 proc., wobec unijnej średniej 95,0 proc.. Ten sam raport wymienia Polskę wśród krajów powyżej progu, obok Hiszpanii, Belgii czy Francji.

Program Razem odwołuje się do tego celu wprost. W „Programie dla edukacji" partia zapowiada zagęszczenie sieci publicznych przedszkoli tak, „aby (…) osiągnąć założony przez Komisję Europejską cel, jakim jest minimum 96% dzieci objętych edukacją przedszkolną". Nie jest to więc liczba wymyślona przez partię, tylko europejski standard, który Razem przyjmuje za swój i chce utrzymać — a przede wszystkim wyrównać tam, gdzie średnia go maskuje.

Średnia, która ukrywa przepaść

Problem widać dopiero po rozbiciu tej średniej. Główny Urząd Statystyczny podaje, że w roku szkolnym 2024/2025 wychowaniem przedszkolnym objętych było 971 na 1000 dzieci w wieku 3–6 lat, ale współczynnik netto w miastach przekraczał 115 proc., a na wsi spadał do 74 proc.. Ponadstuprocentowy wskaźnik w miastach bierze się stąd, że chodzą tam też dzieci z okolicznych gmin — a to znaczy, że na wsi miejsc po prostu brakuje i rodzice dowożą maluchy tam, gdzie się da.

Jak czytać te liczby. Współczynnik netto powyżej 100 proc. nie znaczy, że „chodzi więcej dzieci niż jest" — oznacza, że placówki w mieście przyjmują dzieci spoza swojego terenu. Luka między 115 proc. w mieście a 74 proc. na wsi to najkrótszy opis nierówności: o tym, czy dziecko trafi do przedszkola, wciąż zbyt często decyduje kod pocztowy, a nie potrzeba.

Druga biała plama to żłobki. Cele barcelońskie obejmują również dzieci poniżej trzeciego roku życia — i tu Polsce wciąż daleko do europejskiej czołówki. Powszechny, tani dostęp do opieki nad najmłodszymi to warunek, żeby rodzice — najczęściej matki — nie musieli wybierać między pracą a opieką. Sam limit liczebności grupy nie pomoże, jeśli miejsc jest za mało; dlatego postulat dostępności i postulat mniejszych grup muszą iść razem.

Co proponuje Razem

Zapewnimy miejsca w publicznych przedszkolach i żłobkach dla wszystkich dzieci. W wybranych placówkach zorganizowana zostanie sieć opieki popołudniowej i weekendowej.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl
  • Miejsce dla każdego dziecka — nie tylko w mieście. Cel 96 proc. ma być spełniany także tam, gdzie dziś trzeba dowozić dziecko do sąsiedniej gminy.
  • Gęstsza sieć publicznych przedszkoli — bliżej domu, żeby dostępność nie zależała od zamożności gminy.
  • Opieka popołudniowa i weekendowa w wybranych placówkach — dla rodziców pracujących w nietypowych godzinach.

Nierówność między miastem a wsią nie kończy się na przedszkolu — ciągnie się przez całą ścieżkę edukacyjną, aż po studia. Jak wygląda na poziomie uczelni i dlaczego Razem chce ją odwrócić, opisujemy w serwisie o nauce, w tekście o uczelniach regionalnych i podziale na Polskę A i B. O tym, ile realnie kosztuje rodziców „bezpłatne" przedszkole, piszemy osobno, a o walce z przepełnieniem grup — w tekście o ustawowym limicie 18 dzieci.

Źródła i dalsza lektura