Zdanie „edukacja to inwestycja" powtarza każda partia. Różnica zaczyna się przy pytaniu, ile konkretnie i z czyjej kieszeni. Bo dzisiejszy system ma wbudowaną nierówność: państwo ustala nauczycielom pensje, ale ich wypłatę w dużej części zrzuca na samorządy. Efekt jest taki, że o tym, czy w szkole są etaty, zajęcia dodatkowe i remonty, decyduje zamożność gminy — a więc znów kod pocztowy.
Ile Polska wydaje na oświatę
Zacznijmy od liczby, którą trzeba czytać uważnie. Według GUS publiczne wydatki na oświatę i wychowanie — z budżetu państwa i samorządów łącznie — wyniosły w 2022 roku 106,3 mld zł, co stanowiło 3,5 proc. PKB. Kategoria „oświata i wychowanie" nie obejmuje szkolnictwa wyższego — to szkoły i przedszkola, nie uczelnie.
Cel Razem zapisano w filarze programowym „Bezpieczna rodzina": „na edukację przeznaczać co najmniej 6 proc. PKB" — postawiono go tam w kontekście szkoły, nauczycielek i uczniów. To niemal dwa razy więcej niż dzisiejsze 3,5 proc. na oświatę i poziom, na którym funkcjonują kraje uznawane za wzór dobrej szkoły publicznej: według Eurostatu w 2022 roku publiczne wydatki na edukację przekraczały 6 proc. PKB w Szwecji (6,9 proc.), Belgii (6,2 proc.) i Finlandii (5,9 proc.).
Skąd bierze się nierówność między gminami
Formalnie państwo przekazuje samorządom część oświatową subwencji ogólnej. W praktyce te pieniądze nie pokrywają realnych kosztów — a różnicę gminy muszą dopłacić z własnych budżetów. Skala tej „luki oświatowej" jest sporna, bo zależy od metody liczenia: Związek Miast Polskich szacował ją na koniec 2024 roku na 45,7 mld zł, Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej mówiła o 49 mld zł, a Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego — przy węższej definicji — o kwocie poniżej 20 mld zł. Nawet dolna granica tych szacunków oznacza, że bogatsza gmina dołoży do szkół więcej, a biedniejsza — mniej albo wcale.
To właśnie ten mechanizm Razem chce rozmontować. Jeśli wypłata pensji nauczycieli wróci do budżetu państwa, to nauczyciel w ubogiej gminie przestanie być zakładnikiem lokalnych finansów, a poziom szkoły przestanie zależeć od tego, jak zamożni są sąsiedzi. Postulat finansowania wynagrodzeń nauczycieli wprost z budżetu państwa Razem popierało już wcześniej, wspierając inicjatywę ustawodawczą Związku Nauczycielstwa Polskiego w tej sprawie.
Co proponuje Razem
Przeniesiemy obowiązek wypłaty wynagrodzeń nauczycieli na budżet państwa. Skierujemy do samorządów środki na bezpłatne zajęcia pozalekcyjne.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Szkoła równych szans”, partiarazem.pl
- Co najmniej 6 proc. PKB na edukację szkolną — poziom europejskiej czołówki zamiast dzisiejszych około 3,5 proc. na oświatę.
- Pensje nauczycieli z budżetu państwa — żeby o etatach nie decydowała zamożność gminy.
- Środki dla samorządów na bezpłatne zajęcia pozalekcyjne — wyrównujące szanse dzieci, których rodziców nie stać na płatne korepetycje.
Głodzenie edukacji ma tę samą logikę, co głodzenie nauki: skutki cięć są odroczone, więc politycznie wygodne, a rachunek płacimy latami. Tę samą diagnozę — tyle że dla badań i uczelni — rozkładamy w serwisie o nauce, w tekście o nakładach na naukę i 1,41 proc. PKB. O tym, że w budżecie państwa są pieniądze, których dziś nie widać, bo wyciekają luką podatkową, piszemy w serwisie gospodarczym, w tekście o 113 mld zł luki i państwie na poziomie. A ile realnie zarabia dziś nauczyciel, pokazujemy osobno.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Deklaracja programowa, rozdz. „Szkoła równych szans" (2025)
- Partia Razem — „Program dla edukacji" (2023)
- Partia Razem — filar programowy „Bezpieczna rodzina" (co najmniej 6 proc. PKB na edukację)
- Portal Samorządowy (za GUS) — wydatki na oświatę i wychowanie w 2022 r. (3,5 proc. PKB)
- Eurostat — „Government expenditure on education" (UE 4,6 proc. PKB, 2022)
- Portal Samorządowy — „Nie ma zgody w sprawie wysokości luki oświatowej" (szacunki ZMP/FRDL/NIST)
